Co mnie irytuje w otaczającym świecie oraz w jaki sposób chciałabym to zmienić?

   O czym tu mówić będziemy? Tak naprawdę o moim toku myślenia i jak by to ująć? Dość osobistych jego przykładach. Przykłady, ah, rzecz można by rzec równie ciekawa, co ich wykonawcy, tacy, którzy świadomie i z sercem mają za ich pośrednictwem coś do przekazania. Odnosząc się do problemów tego świata przez swoje własne wybory i przemyślenia, mam szansę, aby pokazać ci właśnie to, co chciałabym, aby ten świat był w stanie wyczytywać z moich poczynań i z tego, co tworzę. A jeśli coś tworzę to owszem - dla siebie, ale przede wszystkim dla świata. 

   ,,To zabawne, jak wychodzą niektóre rzeczy..." Czy to ironia? Tak, często. Czy to fantastyka? A innym razem coś jak kopniak prosto w zęby? Tak, to jest to; to właśnie rzeczywistość - słowo ciągnące za sobą szereg uciemiężonych nie ideałów. Jak zatem czuje się biedny człowiek w tym świecie pełnym skazy? A co ciekawsze: co jest on w stanie w nim poprawić? Jeśli w ogóle... Zawsze można próbować, tak czy siak... Ale czy taki osobnik byłby na tyle pomysłowy, odważny i zdeterminowany, aby przeciwstawić się tym najcięższym przeciwnościom? 

   A teraz tak prosto z mostu, o tym, co mnie wkurza... Przyszłam na świat w szalonym wieku, tak jak chyba każdy. Typowo - gość się musi rozwijać i rozwijać, żeby nadążać za samym sobą. Bo jeśli tego mu się nie chce, bierność staje się jego najgorszym wrogiem, on sam staje się własnym czynem. A przecież ten sam obywatel narodził się po to, aby być, kimkolwiek chciałby być. Czemu akurat on miałby się w tym celu nie narodzić? To, jaką drogę obrał jest w znacznym stopniu jego wyborem, który w pewien sposób go określa oraz ogranicza - i spoko. Oszukiwalibyśmy się, gdybyśmy wierzyli w to, że każdy jest tu po to, by biec. 

   Wrażliwość, empatia, ufność - coś, co niestety ginie wśród rozpowszechniającej się zarazy sparszywiałej znieczulicy. Mało tego, w dobie pandemii, owa zaraza zbiera jeszcze więcej, dużo więcej, najwięcej... Chciałabym znać dość racjonalny powód na to,,dlaczego musicie mnie kopać, gdy jestem na dnie?". Denerwuje mnie, że człowiek człowiekowi wilkiem i to nie wina jedynie pandemii, mimo że ona chętnie się w tej sytuacji sprzymierza. Problem tkwi w bierności, problem tkwi w tym, że niektórzy zwyczajnie nie chcą, żeby było inaczej. Jak zarazem mogą chcieć, jeśli się nie rozwijają, ponieważ zadomowili się już we własnej bańce i daleko im do wizji otwartości na świat, przed którym już się zamknęli? Nie daje im to prawa do gardzenia czymś nieznanym, a ich zacofanie nie usprawiedliwia czynienia komuś zła. 

   Czym jest piekło? Myślę, że piekło to być uwięzionym we własnym ciele, jak np. osoba transpłciowa. Piekło to znaczy żyć jak w klatce i zza jej krat obserwować wolność. Piekło to mieć w głowie coś porównywalnego do kataklizmu, którego gołym okiem nie widać i którego nikt inny nie zrozumie. No i piekło znaczy istnieć, nie będąc w stanie żyć... Piekło czynimy sobie nawzajem, ponieważ robiliśmy to od początku i nadal robić będziemy. Czemu by nie, skoro to droga na skróty, którą kroczymy najczęściej przez własne wymysły czy też korzyści? Dlaczego by nie wyrządzić komuś krzywdy, ,,bo tak" lub nie ubliżyć z powodu orientacji seksualnej, odwagi do walki o własne prawa, bycia po prostu sobą? To nic nowego, może i nawet nic dziwnego w obliczu społeczeństwa, które nie jest przygotowane na otwierający się przed nim świat. Nie generalizując, mam na myśli tych, którzy po prostu go nie rozumieją. Znacznie łatwiej jest przecież rzucać cegłami, co nie? 

   Czasem irytuje mnie pewne słowo... Mówi się, że jest się tolerancyjnym lub nie. Czyli kogoś tolerujesz lub... Ale tak sobie myślę, że ale jak to? Mowa o ludziach? Tolerować można laktozę! W sumie - zazwyczaj wiadomo o co temu komuś chodzi i nie ma co popadać w obłęd. Niemniej jednak razi mnie trochę sytuacja, w której jegomość obnosi się z tym, że TOLERUJE osoby czarnoskóre, lgbt+, a nawet i obcokrajowców - chociaż zakładam, że wyrażając się w ten sposób, nie miał nic złego na myśli. Są oczywiście tacy, którzy umiejętnie używają tego słowa, aby zaznaczyć swoją pogardę. Ci natomiast, którzy naprawdę szanują drugiego człowieka, także go używają. Powiedzmy sobie dla przykładu, że to ciebie ktoś szczerze toleruje. Czy jesteś z tego zadowolony? Ja nie bardzo. Myślę, że jest to w jakiś sposób uwłaczające i poniżające w stosunku do tego, kogo nasz nadawca obarcza tym słowem. Według mnie wystarczy, że nic do gościa nie ma. A tolerowaniu podziękujmy. 

   Czasy toksycznej władzy wcale nie minęły, mimo że nikt nas tu nie posyła na szubienice, ani nie okrzykuje czarownicami, (a przynajmniej niedosłownie). Myślę, że problem jest nadal w toku... To jak ,,kolejny dzień, kolejny pourazowy rozkaz z wypranym mózgiem i dobrym samopoczuciem". Myślę, że każdy z nas gubi się w tym, co zewsząd dostarcza nam świat. Dlatego tak ważne jest moim zdaniem to, żeby informacje te w miarę możliwości jak najdokładniej odzwierciedlały prawdę. Ta odpowiedzialna rola powierzana jest często w ręce zupełnie nieodpowiednich do tego ludzi. Władza nie powinna być jak,,Tu nie ma nic do zobaczenia. To jest pod kontrolą. Uprawiamy tylko hazard z twoją duszą". Oczekujemy bezpieczeństwa, ale nie chcemy być okłamywani, a już na pewno nie godzimy się na to, aby ktoś jeszcze odbierał nam nasze podstawowe prawa przez jakieś własne ,,widzimisię". Rząd powinien jednoczyć, nie dzielić. Dlaczego zatem kopie dołki pod społecznościami, które mu się nie podobają? Proszę państwa, gdzie jest szacunek dla obywatela? Co to za paranoja? 

   Znów się powtórzę, taką mam wolę - szacunek, szacunek i jeszcze raz szacunek. Wychodzę z założenia, że jeżeli już dzielimy ze sobą ten świat to przydałoby się na nim zadbać o nasze wzajemne dobro. To praca dla każdego z osobna... ,,Jesteśmy wojownikami, którzy zbudowali to miasto z pyłu". Zrobiliśmy to razem. My - to wspólnota, która nieustannie stara się akceptować fakt własnej niedoskonałości. Zanim więc niezgoda nas zrujnuje, doceńmy to, co nas połączyło. Powinniśmy uczyć się wybaczać ludziom, że nie są takimi, jakimi chcielibyśmy, aby byli. Tak czy inaczej - jesteśmy na siebie skazani. Mimo to tracimy energię na pułapki naszych umysłów. Natury nie da się zmienić, ale wiesz co? W każdej chwili zmienić możesz podejście. ,,Pewnego dnia życie będzie łaskawe". 

   Tak było w The Last Samurai, a jest to produkcja szczególnie bliska mojemu sercu. Historia, w której ,,mówią, że Japonię stworzył miecz. Mówią, że starożytni bogowie zanurzyli koralowe ostrze w oceanie, a gdy je wyciągnęli, cztery idealne krople spadły z powrotem do morza. Te krople dały początek wyspom Japonii. Ja twierdzę, że Japonia została stworzona przez garstkę ludzi, o niezwykłej odwadze. Wojowników gotowych oddać życie za to, co wydawało się stawać zapomnianym słowem - honor". To wojna o prawa, godność i życieWojna, która wybuchła przez wrogość władz w stosunku do jednostki, brak szacunku dla odmienności i nieliczenie się z uczuciami ludzi, którzy nie chcieli być kimś innym... Bo chcieli pozostać tymi, kim zawsze byli - samurajami. Tylko dlatego zostali wykluczeni, aż niemal całkowicie nie zniknęli... Samurajowie powiadali, że życie ludzkie jest jak kwiat, który przekwita , a potem jego czas dobiega końca. Każdy człowiek to taki kwiatA one wszystkie są doskonałe... 

   ...I co z tego? Co my możemy z tym zrobić? Jak wykorzystać to, co nas w dobre? Czy w ogóle jesteśmy na to gotowi? Ja jestem tu po to, aby wyrazić własną opinię... Wiem, że człowiek nie przestanie zaśmiecać środowiska, wiem także, że hejt nie zniknie, tak samo jak wiem, że przemoc się nie skończy. No bo człowiek to przecież tylko człowiek. Każdy jednak musi odpowiedzieć sobie sam: Czy jest gotowy na zmianę, tą dobrą? Przyszłość to my. Dla przyszłości liczy się kreatywność, która pozwala nam odnajdywać lepsze rozwiązania i sięgać gór. Prowadzi ona nie tylko ku lepszej jakości życia naszej cywilizacji, ale t nieustannie otwiera nasze umysły. Przyszłość to człowiek czynu. Dlatego tak ważne jest to, aby podjąć w końcu działanie... Nie możemy tylko chcieć, musimy zacząć robić cokolwiek w kierunku tego, czego tak bardzo pragniemy. Nie zmienimy się na zawołanie, nie zmienimy kogoś i nie zmienimy wszystkich - bo nie o to w tym chodzi. Wiesz, co jest ważne? Ważne jest to, że starasz się być szczery z samym sobą i zgodny z własnym sumieniem. Proszę, nie trać wiary. 

   Wciąż zastanawiamy się, jak to zrobić, aby ten świat nie był aż tak irytujący. Według mnie sami jesteśmy swoją własną nadzieją i zmianą. My – ludzie nie tylko słowa, ale i czynu, którzy nie boją się w ten sam sposób, co reszta. Bowiem pierwsze skrzypce w naszych sercach gra coś wyjątkowo twórczego. ,,Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście. I w tym właśnie miejscu wrócę do podstaw... Jeśli naprawdę chcesz coś zmienić, zacznij od siebie.




Komentarze